Opowiadanie by Darknessi

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział II - Ten nowy cz. 2

 

 Rozdział II – Ten nowy cz. 2

Upadłam z łoskotem na brudną podłogę, ból przeszył moją kostkę.


- Ał! - syknęłam masując poszkodowaną stopę. Moja ręka zaczęła wędrować, żeby znaleźć rzecz winną mojego upadku. Po chwili natknęła się na jakiś kij, potem sunęła dalej i poczułam szczotkę.


- Co!? Potknęłam się o jakąś miotłę! - krzyknęłam oburzona, mówiąc to powoli wstałam otrzepując się z brudu. „To przecież schowek na szczotki, więc bardzo prawdopodobne, że znajduje sie tu dużo mioteł i jest bardzo brudno” - przyznałam w swoich myślach. Nagle zadzwonił szkolny dzwonek, który wskazywał, że już zaczęła się lekcja.


To już koniec przerwy? Ahhh, straciłam całą przerwę na jakieś głupoty. Na dodatek ma teraz lekcje ze zmorą szkoły. Cudownie!”– pomyślałam, złoszcząc się na samą siebie. Pobiegłam szybko do zachodniego skrzydła. Weszłam do sali gdy dopiero wszyscy się schodzili. Usiadłam pośpiesznie do swojej trzeciej ławki przy oknie i wypakowałam chemię. Wtedy weszła nauczycielka. Pani Latmore to niezbyt miła osóbka, uczy chemii. Jest wredna, bardzo wredna. Najwyraźniej najbardziej lubi krzyczeć na naszą klasę, nie wiadomo dlaczego. Dołączyła do kręgu nauczycieli niedawno, jakieś trzy miesiące temu, ale już się zadomowiła. W jej klasie ściany są pomalowane na odcień fioletowy, a podłoga wykonana z ciemnego drewna. Jej biurko tak jak inne ławki i krzesła jest stare, a w kątach pajęczyny. Sala od chemii jest bardzo ponura oraz nieuporządkowana, ponieważ nauczycielka chemii dostała to  pomieszczenie, które nie było używane od 16 lat, tak przynajmniej mówią plotki. Poza tym powstała legenda na ten temat. Dawno temu, szkoła była udręką dla wszystkich uczniów {jak teraz}, lecz nauczyciele lubili swoją pracę, lubili przebywać z dziećmi. Tylko jedna ucząca nie podzielała tego zdania, Profesor Morgrud. Była to osoba, która uwielbiała „dręczyć” uczniów, nikt jej nie lubił. Pewnego dnia wybuchł pożar i profesorka zginęła. Zapoczątkował się w jej sali od chemii. Uczeń, który najbardziej ze wszystkich nie lubił nauczycielki odwrócił się do kolegi zostawiając włączony ogień. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby ogień zajął ławkę, potem krzesło, a wreszcie zasłonę. Profesor chciała wyjść z płonącego pomieszczenia, ale ławka spadła na jej nogę i nie mogła się podnieść. Ostatni wychodzący uczeń spojrzał na nią uśmiechając się i wyszedł zamykając drzwi. Właśnie ten chłopiec wszczął pożar. Wtedy serce Pani Morgrud stało się zimne jak sopel lodu. Żadne uczucia, które dawały ciepło nie zostawały przyjęte, więc Profesor nie czuła nic poza chłodem. Mówią, że powstanie i zemści się na szkole oraz na przodku chłopca, który zostawił ją na śmierć. Ta historia była znana wszystkim w szkole, a więc nikt nie chciał sprzątać tej sali ani w niej przebywać, uważając iż to obudzi złego ducha. Tylko Pani Latmore przyjęła to pomieszczenie jako swoją klasę, tylko ona jedna się odważyła tam usiąść oraz prowadzić lekcje. Nikt w to nie wierzy, ale także nikt nie przepadał tam przebywać.


Pani Latmore usiadła do biurka i otworzyła dziennik, po chwili w drzwiach ukazał się nowy chłopak, Seweryn.


- Yhm – odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę nauczycielki. Ona zaś wstała i popatrzyła na niego zadając jednocześnie pytanie.


- To Ty jesteś nowy uczniem w gimnazjum? Jak się nazywasz? - spytała pani Latmore swoim zwyczajnym, ostrym tonem.


- Tak, mam na imię Seweryn Salver. – odpowiedział gimnazjalista.


- Możesz zająć jedyne wolne miejsce, koło panny Clark.– rzekła nauczycielka wskazując wolne miejsce obok mnie. Rozejrzałam się po sali, by zobaczyć czy nie ma innego wolnego miejsca, jednak nie było. Niestety, Seweryn w klasie pani Benett siedział sam, ponieważ tam jest jedna ławka więcej. A tutaj liczba ławek nie była nadprogramowa, zatem musiał usiąść ze mną. Przed samą ławką zatrzymał się i usiadł ostrożnie. Alice spojrzała na mnie pytająco, widząc moje poszukiwanie innego wolnego miejsca. Alice, moja najlepsza przyjaciółka od dzieciństwa, która jest jedyna w swym rodzaju. Ma smukłą sylwetkę oraz lekko brązowy kolor karnacji. Proste, ciemnobrązowe włosy są do ramion, a grzywka zwana potocznie „garnek” opada na wysokie czoło. Na jej twarzy znajduje się zgrabny nosek, różane usta oraz ciemnobrązowe, ciepłe oczy. Moda jest u niej mocną stroną, zazwyczaj ma na sobie modne ciuchy i dużo akcesoriów. Dziś była ubrana w luźny, jasnobrązowy sweter, a pod spodem miała białą koszulkę, na długich, zgrabnych nogach były ciemnoniebieskie dżinsy. Na stopy włożyła brązowe balerinki. Na ręce nosiła czarny sznurek, na którym znajdowała się stal chirurgiczna z grawerunkiem: „Alice”. Posiadała także złoty naszyjnik z pięknym sercem oraz długie, również złote kolczyki. Alice Carter siedziała wraz z moim przyjacielem Mikiem Walkerem. Mike to chłopiec, który jest inteligenty, ale tego nie pokazuje, woli udawać śmiesznego głupka. On twierdzi, że bycie mądrym to hańba dla reputacji wśród szkolnych kolegów. Jego opinia wśród rówieśników jest bardzo dobra, taki „szkolny błazen”, lecz jeśli chodzi o nauczycielki to nie jest już tak kolorowo... Ma krótkie, brązowe włosy i zawsze roześmiane, zielone oczy. Jego cera jest blada; jest dobrze zbudowany. Na jego twarzy znajduje się troszeczkę większy nos niż powinien oraz duże, lekko różowe usta. Ubierał się zgodnie ze swoją modą, zatem codziennie nosi śmieszne i głupie koszulki. Dziś miał na sobie zieloną koszulkę z obrazkiem białego w brązowe łatki kota w masce przeciwgazowej oraz trzymający w łapce tabliczkę ostrzegawczą z napisem „Love is in the air”, w tle kilka dużych, czerwonych serca. Ubrał do tego jasnoniebieskie dżinsy i czarne trampki.


- Proszę zapisać temat lekcji „Tablica Mendelejewa - powtórzenie” i datę na marginesie. - powiedziała  swoim zwykłym, zimnym głosem nauczycielka. Po czym rozpisywała coś bardzo skrupulatnie i obszernie na tablicy. Gdy skończyłam pisać temat, uniosłam głowę, ujrzałam już dwie tablice prawie całe zapisane. „Jakim cudem ta kobieta tak szybko pisze? I co zajmuje jej tyle miejsca? - zadawałam  sobie pytania. Nagle coś zaszeleściło, odwróciłam głowę w kierunku źródła dźwięku. Zobaczyłam rozbawionego chłopka trzymającego kartkę w dłoniach, a widniał na niej napis: „Hej Aniu, tak długo parzysz się na panią Latmore, że zaczynam się obawiać, iż oczy Ci wypłyną od nadmiaru brzydoty, więc popatrz na mnie to Ci na pewno przejdzie!”. Uśmiechnęłam się lekko, rzucając rozbawione spojrzenie w kierunku kartki. „Zapewne Mike spostrzegł mój patrzący z przerażeniem wzrok kierowany na całą, zapełnioną w ciągu kilku minut tablicę i próbował mnie rozśmieszyć.” Natychmiast zabrałam się do pisania widząc, że nauczycielka zaraz zmaże tablicę, by ją ponownie zapisać. Po chwili usłyszałam brzęczenie w kieszonce od plecaka, zrzuciłam długopis z ławki, po czym sama zanurkowałam pod nią i wyciągnęłam mały, mieszczący się w dłoni czarny telefon. Gdy tylko odblokowałam go, od razu wyskoczyła wiadomość SMS „ On się cały czas na Ciebie GAPI! :D” - od Alice. Prawie niewidoczny uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Odłożyłam smartfon na jego miejsce, a sama także wróciłam na swoje miejsce na krześle, próbując nie przyglądać się chłopakowi obok, odwróciłam się w kierunku ławki Alice i posłałam jej wzrok, mówiący: „Dalej się na mnie patrzy?”, po czym Alice odpowiedziała szerokim uśmiechem, co było oczywiste.


- Hej, nie przedstawiłam się jeszcze, mam na imię Ania. - powiedziałam, zwracając twarz w jego kierunku.


- Seweryn – przedstawił się bezbarwnym głosem. Uważnie przyjrzałam się jego twarzy; była bez wyrazu, a w szarych oczach znajdował się tylko chłód.


- A teraz wykonamy małe doświadczenie, które zrobicie z waszym ławkowym sąsiadem. - powiedziała donośnym tonem nauczycielka i zaczęła pisać na tablicy szczegółowe wykonanie zadanego nam ćwiczenia. Nagle przerwała pisanie, gwałtownie odwróciła się w stronę środkowego rzędu, a jej wzrok powędrował do ostatniej ławki, gdzie siedział sportowiec o imieniu Alex Brawn i jego dziewczyna Laura Ivans, szkolna diwa. Rozmawiali ze sobą, nie zdając sobie sprawy, iż na lekcji chemii pani Latmore nigdy, ale to przenigdy się nie gada. Oburzona nauczycielka przemówiła.


- Widzę, że brak wam szacunku do mojej osoby. Myślę, że jak już rozmawiacie to oznacza, że macie zrobione doświadczenie.


Spojrzałam w ich stronę, po czym uśmiechnęłam się, Alice i Mike podążyli za moim przykładem. Właściwie w szkole najbardziej popularni są Laura i Alex, ale przez to jak się zachowują, nie wszyscy ich lubią. Większość z mojej klasy nienawidzi szkolnej czołówki ludzi popularnych, w której znajdowali się właśnie oni. Laura zawsze nosiła wysokie obcasy, krótkie spódniczki, wyzywające dekolty, a paznokcie z tipsami, pomalowane każdego dnia na inny kolor i prostowane włosy zaliczały się do codziennego ubioru. Natomiast ubiór Alexa zawierał bejsbolówkę z czarnym kotem (znakiem naszej szkoły), trampki i dżinsy.


- Jak mieliśmy wykonać doświadczenie, skoro nic nie jest opisane na tablicy? Nie żeby nam się chciało, ale wciąż brak potrzebnych informacji. – pyskowała Laura, która umiała się wymigać od zadań domowych i innymi tym podobnych.


- Rozmawiacie na mojej lekcji, chociaż nie macie zadanego zadania, pyskujcie. Widzę, że spacer do dyrektorki dobrze wam zrobi! - jej głośny, zbulwersowany głos odbijał się echem po całej sali. Laura, która nie wiedziała co odpowiedzieć szturchnęła chłopaka obok, a on niespodziewanie opadł na ławkę. Stało się jasne, iż usnął podczas lekcji z otwartymi oczami. Na twarzy dziewczyny malowało się zaskoczenie i wściekłość; cały czas mówiła o wszystkich ważnych sprawach, a jej chłopak zwyczajnie zasnął.


- Dostarczyliście mi wystarczająco powodów, by opuścić tę klasę 
i zgłosić się do dyrektorki – warknęła na dwójkę uczniów, jej ton obudził Alexa, który był zdezorientowany całym zamieszaniem wokół niego. Laura wreszcie poddała się, ciągnąc swojego chłopaka, wyszła z klasy. Natomiast Pani Latmore zwróciła się do pozostałych uczniów.


- Kto wie kto i kiedy wynalazł pierwiastek „Rad”? - rozejrzała się po klasie, wypatrując ręki w górze, lecz po trzech minutach straciła cierpliwość i sama wyznaczyła ochotnika.


- Panie Salver, proszę odpowiedzieć na moje pytanie.


- „Rad” został wynaleziony w 1898 roku przez Marię Skłodowską-Curie. – odpowiedział spokojnym tonem chłopak.


- Poprawna odpowiedź. Wymień jego właściwości.


- Czysty rad jest miękkim, srebrzystym i lśniącym metalem. Posiada silne właściwości promieniotwórcze, dlatego nie jest stosowany. Reaguje gwałtownie z wodą, słabo z tlenem atmosferycznym.


- Dobrze. Nareszcie ta klasa zyskała ucznia znającego podstawy. Teraz zajmijmy się doświadczeniem. – oznajmiła nauczycielka, znowu podeszła do tablicy, kończąc pisanie szczegółów wykonania zadania.


- Dziękuję w imieniu całej klasy, gdyby nie Ty, to w tej chwili pisalibyśmy kartkówkę.- powiedziałam.


- To nic wielkiego, pytała się o proste rzeczy. - odpowiedział Seweryn.


- Proszę przystąpić do pracy, macie czas do końca lekcji – oznajmiła pani Latmore i usiadła do biurka, sprawdzając kartkówki innych klas. Uważnie czytałam co znajdowało się na tablicy, na której podane były wszystkie kroki dotyczące doświadczenia.








Przepraszam za opóźnienie w postaci tygodnia, ale akurat wszystkie nauczycielki uwzięły się i zaczęły robić pod rząd sprawdziany :(. Mam nadzieje, że ten rozdział podobał się wam równie tak samo jak poprzedni, a może nawet bardziej. Następny rozdział prawdopodobnie pojawi się za tydzień lub dwa. W nim będzie więcej akcji.
 By
Darknessi

2 komentarze:

  1. Super, z resztą jak tamto poprzednie. Ale mam jedną uwagę NIE CHCĘ CZEKAĆ dwóch tygodni na następny rozdział ! ! !

    ~Roksi :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Ci się podobało! "Roksi" bierz, także pod swoją uwagę ten jeden tydzień, niczego nie obiecuje, ale spróbuje się wyrobić.
    Pozdrawiam
    Darknessi

    OdpowiedzUsuń