Opowiadanie by Darknessi

piątek, 30 maja 2014

Rozdział IV - Schowek na szczotki


 
Rozdział IV – Schowek szczotki

W chwili gdy pociągnęłam dźwignię, zamknęłam oczy.

Uspokój się!

Nakazałam sobie, ale czy to pomagało?

Przecież ta głupia książka nie może być oparta na rzeczywistości.

Moje przemyślenia przerwał hałas, źródło dźwięku było po mojej lewej stronie; na ścianie gdzie stały metalowe półki oraz „dźwignia”. Otworzyłam oczy, spojrzałam na drzwi, ale na drugie drwi, naprzeciwko wejściowych tam gdzie stały metalowe półki były drzwi. Całe pokryte kurzem, wyglądały na bardzo stare i nie używane. Zatkało mnie z wrażenia, powoli podeszłam do nich, ręką przetarłam górną stronę. W książce na obrazku znajdowała się tam kołatka w kształcie kota.

Niemożliwe!

Moja skóra dotykała czegoś metalowego,moje palce wyczuwały rysy grawerunku, kształt kota a ogon był kołatką.

Skoro są drzwi to Seweryn też tam jest... Wcześniej też przeszedł dalej, a jednak się nie myliłam!

Przyznawałam sobie racje, automatycznie lekko potakując głową. Przez moje plecy przerzedł dreszcz, a inne myśli wytrąciły poprzednie.

Ale co jest za drzwiami? To może być coś niebezpiecznego... Z drugi strony przecież Seweryn tam wszedł i żyje...

Nie mogąc się powstrzymać zapukałam kołatką, drzwi lekko się uchlały się skrzypiąc, kurz zsypał się z nich i posypał mnie, przez co kaszlnęłam dwa razy miotając ręką przy twarzy. W duchu dodając sobie odwagi otworzyłam drzwi na oścież. Otworzyłam szeroko oczy na widok tego co było za drzwiami.

To chyba jakiś żart, znowu to samo?!

Wielki, ciemny korytarza a na jego końcu znowu drzwi (znowu). Poirytowana szesnastolatka zapomniała o swoim strachu, zastąpiła ją kpina.

To już przestało być straszne...

Bez zastanowienia zrobiła krok do przodu. Ku jej zdziwieniu z przymrużeniem na ścianach zapalały się lampy w kształcie świeczek. Ukazały one ciemne, dębowe drewno pokrywające podłogi oraz ściany, ozdobione w obrazy. Na końcu znajdowały się drzwi, ale już radośniejsze. Z jasnego drewna ze złotą klamką, u góry widniała zakurzona, tabliczka. Oczywiście wszystko to nie było sprzątane od lat; w kątach roiło się od pajęczyn, a niektórych były jeszcze pająki, nie mówiąc o kurzu, który był dosłownie wszędzie w małym pomieszczeniu. Przełknęłam gule w moim gardle.

Hej przyszłaś tu z jakimś zamiarem. Teraz masz się podać bo zrobiło się trudno? O nie! Weź się w garść dziewczyno!

Dodawałam sobie otuchy w myślach. Mimo iż nie zniknął mój strach, postanowiłam ruszyć dalej. Zrobiłam drugi krok, zamknęłam oczy oczekując jakiegoś nowego wydarzenia, jednak to nie nastąpiło. Znowu rozejrzałam się po pomieszczeniu, tym razem dokładniej. Na ścianach były obrazy, powieszone symetrycznie, naprzeciwko siebie. Podeszłam do jednego z nich, go przetarłam ręką. Ujrzałam budynek, zbudowany w stylu gotyckim. Posiadał duży dach z czerwonych dachówek w kształcie litery „T” oraz staromodne okna z brązowymi ramami. Cały teren był ogrodzony czarnym, cienkim  i niewysokim płotem.

Otworzyłam usta i wyszeptałam;

- To przecież szkoła.

Przez chwilę wpatrywałam się w obraz, nie wierząc swoim oczom, iż to jest przede mną. Chciałam już odejść, by popatrzeć na inne malowidła, jednak gdy odwróciłam się kątem oka zaobserwowałam coś mieniącego się na złoto. Powróciłam na dawne miejsce, zaczęłam przyglądać się z uwagą szukając coś co zwróciło moją uwagę.

- Znalazłam – wyszeptałam z nutą radości.

Był tam jakiś ozdobny, stary napis, próbowałam go odczytać na głos, ale to nie było takie proste;

- Incertum ostio domus.

Co to za język?

Zastanowiłam się przez chwilę

Podobny do łaciny, ale nie jestem pewna...

Przeczytała jeszcze raz napis i do niczego nie doszłam, oprócz tego, że stwierdziłam, iż to bardzo trudny język.

Podeszłam do następnego obrazu, naprzeciwległego. Podniosłam rękę z zamiarem odgarnięcia tony kurzu.

TRZASK

Spojrzałam na drzwi znajdujące się na końcu korytarza. Serce zabiło mi szybciej, stanęłam w bezruchu, a rękę wciąż trzymałam na obrazie. Cisza stała się przytłaczająca, a ja wciąż patrzyłam na drzwi.

Anka to nic takiego pewnie szczury czy coś...

Sama nie wierzyłam w swoje myśli, ale dodawały mi jakieś otuchy. W końcu moje ciało otrząsnęło się, zabrała rękę. Zaczęłam powoli iść w stronę drzwi, położyłam na nich rękę.

Otworzę je na trzy. Raz, dwa...

Przełknęłam gule, wzięłam głęboki oddech i wyszeptałam:

- Trzy.

Lekko popchnęłam drzwi, to wystarczyło.

Jest otwarte... Czyli ktoś tam jest...

Ostrożnie otworzyłam drzwi, szczelina niedługo pozwoliłabym przejść.

Dobrze,że nie skrzypią. To by mnie zdradziło.

Przeszłam powoli przez drzwi, jak na zawołanie skrzypnęły. Weszłam do pomieszczenia, a na mojej skórze poczułam lekki wiatr. Zamknęłam drzwi sądząc, iż to był przeciąg. Rozejrzałam się.

Naprzeciwko mnie znajdował się wąski stół, przy którym mogło zasiąść 5 osób to też tyle było krzeseł. Otaczały je regały z książkami, o dziwo aż do sufitu. Za stołem znajdowało się ogromne okno, z zasłonami koloru chabrowego, które były rozsunięte. Przez okno wpadało dużo słońca, co dawało poczucie przytulności miejsce, nawet ten kurz pasował do atmosfery. Podłogi i ściany były zrobione z tego samego drewna co hol, chociaż w świetle słonecznym wglądały one bardziej przyjaźnie niż odstraszająco.

Podeszłam do stolika kręcąc głową na około;

- To jakaś biblioteka... Tu...– szeptałam, aż zaniemówiłam z wrażenia, w końcu coś wykrztusiłam.

- Tu jest niesamowicie... Uśmiechnęłam się lekko spoglądając na zakurzone regały pełne książek. Położyłam torbę na stole, a sama podeszłam jednego z regałów. Palcami gładziłam grzbiety książek, aż natrafiłam na niezrozumiały tytuł; „Regnum Aurea ”.

- To też po łacinie – powiedziałam sama do siebie, bez zastanowienia wyciągnęłam książkę i otworzyłam na pierwszej, lepszej stronie. Ujrzałam słowa łacińskie; zaczęłam czytać je na głos, możliwe, iż to by mi pomogło coś zrozumieć.

- Admoneo, quia non legitur de cuiusque. Regnum Aurea, ostendentur. - moje nogi się pode mną uginały, choć nie wiem dlaczego. Ale czytałam dalej - Meo iussu et aperuerit mihi ianuam. - słyszałam głos, więc odwróciłam się w jego stronę – ujrzałam Seweryna. Patrzył się na mnie stojąc przy oknie. W blasku światła słonecznego, wyglądał nieziemsko, tak doskonale.

- Co ty tu robisz? - spytał, jego głos miał wibracje, które kazały mi zamknąć oczy.

- No wiesz... - tylko tyle wykrztusiłam, ostatnia moja wypowiedź dosłownie zwaliła mnie z nóg. Jak długa upadłam na podłogę, w moich uszach zabrzęczało, wszytko powoli traciło kolory. Pomiędzy rzeczywistością, a utraty filmu usłyszałam bieg w moim kierunku. Ktoś klęknął koło mnie i dotknał ręki sprawdzając puls, prze co przeszły mnie ciearki. Moje powieki stałwayły się coraz cięższe, ostatni obraz przede mną to; Seweryn patrząc na mnie z niepokojem oraz troską. Ostatnia moja myśl...

Jaki on piękny...

... i zamknęłam oczy.



Na swojej skórze poczułam lekkie słońce. Powoli próbowałam otworzyć oczy, w końcu ledwo podniosłam powieki. Zaczełam mrugać, by polepszyć ostrość widzenia. Podniosłam się na rękach, zauważyłam, że mam na sobie dzisiejsze ubranie.

Więc to nie dom.

Rozglądałam się po pomieszczeniu dotarło do mnie gdzie jestem.

- Skrzydło szpitalne? - wyszeptałam ze zdziwieniem.

Była to ogromna sala, jak na szpital przystało pomalowana na biało. Podłogi był z bardzo jasnego drewna, ja leżałam na jednym z dwudziestu łóżek, które mieściło się pod oknem. Nasze gimnazjum było kiedyś szkołą z internatem, wiec musieli mieć taki szpital. Dopiero później postanowiono zmienić gimnazjum na społeczne, a starą część szkoły nie wyburzyli, twierdząc, iż to zniszczy urok tego zabytku.

Ruszyłam lekko nogą, poczułam coś twardego, spojrzałam na łóżko. Ujrzałam Seweryn siedzącego na krześle z głową leżącą na łóżku koło moich nóg. Gęsta grzywka opadła mu na czoło. Powróciły do mnie wcześniejsze wydarzenia, wszystko sobie przypomniałam.

Zemdlałam, a on mnie tu przyniósł. To ma sens. Ale czemu on tu wciąż jest? Skąd się tam wziął,akurat wtedy gdy był potrzebny? - zadawałam pytania w głowie, które domagały się odpowiedzi.