Opowiadanie by Darknessi

piątek, 28 marca 2014

Rozdział I - Ten nowy

Nowe odpowiadanie! 
 Tytuł: "Tajemnica Królestwa Atithusa"




  
  Rozdział I - Ten nowy

Do pokoju wpadły pierwsze, jesienne promienie słoneczne, przebijając się przez żaluzje. Całe pomieszczenie zostało zalane słońcem, ściany nabierały koloru żółtego, a dywan stawał się zielony po ciemnej nocy. Był to niewielki pokój, ale przytulny. Dwa okna z białymi parapetami znajdowały się przy obszernej szafie, która zajmuje całą ścianę i biurku, gdzie na parapecie rozstawione są kwiaty oraz kaktusy. Koło dwudrzwiowej wielkiej szafy stało lustro, które obejmowało całą sylwetkę szesnastolatki, a koło biurka po lewej stronie stał mały, czarny stolik na laptop, który miał wysuwaną półkę na myszkę. Natomiast po prawej stronie była duża, podłużna komoda na której znajdowała się czarno-srebrna drukarka oraz zdjęcia i pamiątki z wakacji. Drewniana komoda, na której stały kosmetyki została umieszczona pomiędzy oknami, a naprzeciwko niej jest jasne, dębowe łóżko z zielonobiałą pościelą w paski. Nagle komórka zaczęła grać piosenkę, głośność melodii obudziła śpiącą szesnastoletnią dziewczynę, mnie. Moja ręka powędrowała na dębową szafkę nocną obok i chwyciła nieznośny budzik, po czym natychmiast go wyłączyła. Zegar kościelny, który był niedaleko stąd zaczął bić siódmą trzydzieści.
- Aniu, wstawaj. Spóźnisz się! - krzyczała mama z kuchni przygotowując śniadanie. Usłyszawszy to spojrzałam na mój błękitny zegarek, który miałam na ręce. Klejącymi się jasnoniebieskimi oczami przeczytałam godzinę „7:32”. Szybko zerwałam się na równe nogi szukając swojej szczotki. Po krótkim czasie znalazłam ją i zaczęłam rozczesywać swoje złoto-brązowe włosy. Sięgały do łopatek, a do czoła grzywka, ona została rzucona na lewą stronę. Pobiegłam do łazienki, aby się ogarnąć. Wróciłam do pokoju i wyjęłam z szafy jasnoniebieską tunikę z krótkim rękawkiem oraz napisem „ My secret is only mine” i czarne legginsy. Porwałam także z wieszaka nowy wiosenny, ciemnozielony płaszcz ze złotymi guzikami. Popatrzyłam się w lustro oglądając dobór stroju. „ Czegoś tu brakuje...” i dodałam do swej kompozycji szal w odcieniu turkusu. Stanęłam jeszcze raz przed lustrem i krytycznym okiem spojrzałam na siebie „Mi się podoba” - przyznałam w myślach. Wzięłam kosmetyki i stanęłam przed lustrem, na swoją delikatną lekko różową twarz nałożyłam trochę pudru oraz korektoru, by ukryć niedoskonałości, a także pomalowałam usta błyszczykiem. Moje sterczące, małe uszy ukryłam pod gęstymi włosami. Następnie zajęłam się książkami, które leżały na biurku. Wszystkie po kolei trafiały do czarnej torby, na której był naklejony rozkwitający niebieski kwiat. „Historia, chemia, fizyka, polski, matematyka.” - Dyktowałam sobie w myślach. Założyłam torbę na ramię i wyszłam jak zwykle pozostawiając w pokoju burdel. Już miałam otworzyć frontowe drzwi, gdy mama zawołała z swojej sypialni.
- Kochanie, zjadłaś śniadanie?
- Yyyy - spojrzałam w stronę stołu, na którym znajdowały się nietknięte kanapki z serem.
- Tak, jasne było przepyszne – mówiąc to swój posiłek zapakowałam w woreczek. „Dam komuś, kto będzie je chciał”- pomyślałam licząc, iż takową osoba się znajdzie. Domowe kanapki mojej mamy smakują mi, tylko że ja nie byłam głodna, a nie chciałam zrobić jej przykrości.
- Cieszę się, powodzenia w szkole!
- Dzięki! - Chwyciłam za klamkę i pośpiesznie ruszyłam do szkoły mając nadzieje, że się nie spóźnię. Szłam szarymi chodnikami, a raczej biegłam, ciągle zerkając na wielki zegar kościelny. Dużej uwagi nie poświęcałam na rozejrzenie się gdzie idę. Za bardzo się śpieszyłam, poza tym znałam całą drogę na pamięć. Minęłam jeden sklep spożywczy i skręciłam za jego róg. Nagle coś uderzyło mnie od frontu i upadłam. Poczułam ostry, przeszywający ból. Zaczęłam masować ręką miejsce uderzenia na głowie. Po chwili zobaczyłam inną rękę, która pomogła mi wstać. Spostrzegłam bardzo bladego chłopaka z krótkimi czarnymi włosami oraz grzywką, miał piękne szaro-srebrzyste, które zaczęły studiować moją twarz. Na sobie nosił rozpiętą czarną bluzę, a pod nią szarą koszulkę z krótkim rękawkiem oraz dżinsy. Zorientowałam się, że to ja na niego wpadłam.
- Prze... Przepraszam – Wykrztusiłam z siebie onieśmielona jego urodą.
- Widzę, że się śpieszyłaś, nic się nie stało – Odparł spokojnym tonem chłopak i poszedł w przeciwną stronę do mojej. Odprowadziłam go moimi oczami, aż zniknął za rogiem. „Nigdy go tu wcześniej nie widziałam... Ale poza tym to niezły przystojniak, pewnie ma już dziewczynę”. - Rozmarzyłam się. Z moich głębokich zamyśleń wyrwał mnie dzwon kościelny, a jego wskazówki wskazywały równo ósmą. „ O nie! Teraz to na pewno się spóźnię”. W czasie dalszej drogi przed oczami miałam jedną scenę, a mianowicie zderzenie się z chłopakiem o przystojnym oraz tajemniczym wyglądzie. Wreszcie po trzech minutach biegu znalazłam się przed ceglanym i brązowym budynkiem, moją szkołą Gimnazjum nr 5. Jest ona ogrodzona czarnym, cienkim  i niewysokim płotem, a także znajduje się tam niska bramka w tym samym kolorze. Posiada duży dach z czerwonych dachówek w kształcie litery „T” oraz staromodne okna z brązowymi ramami. Otworzyłam mosiężne drzwi z ciemnego drewna i zmusiłam się, by w pośpiechu wejść na samą górę, na trzecie piętro. W sali 40, we wschodnim skrzydle miałam historię z życzliwą panią Izabel Bennet. Zawsze była modnie ubrana oraz pełna radości. Jej sala odzwierciedlała jej charakter: estetyczna, pełna słonecznego światła. Nie ma takiej godziny czy dnia, żeby tablica nie była przygotowana do lekcji oraz podłoga z jasnego drewna nieskazitelnie czysta biła po oczach. Trzy okna, w których wisiały białe firanki, rolety były koloru zielonego. Uwielbiam tę salę. Na białych parapetach zostały umieszczone różne figurki przedstawiające historyczne postacie oraz trzy doniczki z pelargoniami w odcieniu czerwonym, każda na jedno okno. Krzesła oraz dwuosobowe ławki były z jaśniejszego drewna dębowego niż podłoga, a ściany, na których były zawieszone portrety wszystkich królów Polski, były pomalowane na żółto. Gdy znalazłam się przed klasą 40 zajrzałam przez szybkę w drzwiach, dwa rzędy ławek dzieliły mnie od mojego miejsca, trzecia ławka pod oknem. Niestety siedziałam sama, ponieważ moja najlepsza przyjaciółka Natalia wyjechała rok temu, nasz kontakt urwał się po wakacjach, dlatego że ona znalazła nowe koleżanki i ruszyła dalej ze swoim życiem, ja jednak stałam w miejscu. Nagle ujrzałam panią Izabel, która najwyraźniej kierowała się w moją stronę. Z moim szybkim refleksem schowałam się za drzwiami, którymi wychodziła nauczycielka, nie zauważając mnie.”Pewnie poszła po dziennik, ponieważ nasza wychowawczyni zawsze go zabiera”. Korzystając z okazji przemknęłam się i usiadłam w swojej ławce, wypakowując książki od historii. Po 5 minutach pani Izabel zjawiła się w drzwiach bez dziennika, mruczą coś pod nosem, była najwyraźniej czymś zdenerwowana.
- Niestety, dziennika nie było tam gdzie powinien być, dlatego nie sprawdzę obecności. Zapiszcie : lekcja numer jeden, dzisiejsza data drugi września, temat: Nasza Patronka – podyktowała nam pisząc to na tablicy. - Patronem szkoły jest od wielu, wielu, wielu lat nieżyjąca Atihusa, a dokładnej to 150 lat temu. Nie wiemy o niej zbyt dużo, ponieważ większość dokumentów została spalona z powodu pożaru. Właśnie ona była pierwszą dyrektorką szkoły, którą nazwała Akademią Atihusa. Wtedy szkoła miał inną budowę, a mianowicie były jeszcze tu dwie biblioteki. Jedna zachowała się do naszych czasów w zachodnim skrzydle, natomiast główna była ofiarą pożaru, a poboczną od strony wschodu wyburzono. Dyrektorka była zapaloną czytelniczką, dlatego w szkole było tyle ogromnych bibliotek z wieloma książkami o różnej tematyce. Uwielbiała historię oraz biologię jako przedmioty szkolne, sama była doświadczoną nauczycielką. - mówiła zwykłym sobie tonem pani Bennet, pisząc ważne daty na tablicy oraz zadanie domowe: książka str. 5 zad. 1 - A teraz proszę przepisać do zeszytu wraz ze zdaniem domowym, które ma być na jutro. Sewerynie, Ciebie to nie dotyczy, ponieważ jeszcze nie masz książek, ale jutro dam Ci wszystkie nowe egzemplarze książek. - powiedziała nauczycielka kierując wzrok na mnie. Zorientowałam się, że powiedziała „Seweryn”, więc ukradkiem spojrzałam przez ramię, za siebie. Ujrzałam sylwetkę chłopaka, którą szybko rozpoznałam, to był ten przystojniak, na którego wpadłam. Siedział tuż za mną - „ Cóż za ironia, że spotkaliśmy się po raz drugi”- przyznałam w duchu. Zanim się spostrzegłam Seweryn zobaczył moje ciekawe oczy wodzące po jego twarzy. Szybko odwróciłam się i zaczęłam przepisywać z tablicy notatkę. Do końca lekcji czułam na sobie jego palący wzrok. Wreszcie zadzwonił dzwonek, a chłopak wyszedł pośpiesznie z klasy.
-„Skoro jest nowy, to może do niego zagadam?” - pomyślałam i ruszał w ślad za nim. Niestety korytarz był cały zapełniony uczniami, więc ledwo go widziałam, ale wręcz biegł do swojego celu. Przepychałam się przez gimnazjalistów i zgubiłam trop za zakrętem, ale co dziwne nie poznawałam tej części szkoły. - "Chyba skręciłam w jakiś korytarz poboczny" – próbowałam wyjaśnić swoją nie znajomość terenu. „Ale jeżeli ja nie znam tej części szkoły to dlaczego nowy chłopak ją zna?” - zadała pytanie w mojej głowie, które domagało się odpowiedzi. Moja szkoła ma kilka korytarzy tak zwanych „bocznych”, które są jak ślepe uliczki, tylko że na końcu są zazwyczaj, ale nie zawsze jakieś drzwi. W korytarzu było tylko jedno światło, na dodatek migające. „- Skoro chce być piękną muszę coś przecierpieć” - powiedziałam w duchu metaforycznie.
- Halo? - spytałam ciemności, która się była przede mną. Nikt nie opowiedział - „Raz kozie śmierć” i ruszyła szybko, w stronę końca korytarza. Po chwili ujrzałam białe drzwi, na których był napis „schowek na szczotki”. - Że co na końcu strasznego oraz ciemnego korytarza jest schowek na szczotki?! - oburzyłam się i winiłam swoją strachliwość. „ W takim razie Seweryn poszedł do schowka na szczotki... Bardziej prawdopodobne jest to, że go zgubiłam” - ułożyłam najbardziej logiczne rozwiązanie tego całego bałaganu. -„Ale co tam mi szkodzi tam zajrzeć, może jest tam i pali marihuanę” - na mojej twarzy pojawiły się lekki uśmiech. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam szeroko drzwi. W pomieszczenie było małe oraz ciemne, więc by uspokoić swoje nerwy oraz przeczucia zaczęłam szukać włącznika światła. Moja ręka wędrowała po ścianie i nie mogła niczego znaleźć. Weszłam do środka, by zwiększyć teren poszukiwań. Nagle potknęłam się o coś i upadłam na podłogę.


     
     






Mam nadzieje, że się podobało! 
Następny rozdział będzie za tydzień.

 By 
  Darknessi