Opowiadanie by Darknessi

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział III - "Królestwo Złotych Marzeń"



Rozdział III - "Królestwo Złotych Marzeń"


Zaczęłam czytać tekst znajdujący się na tablicy, zrozumieć go, niestety coś mnie dekoncentrowało. A to coś to zimny, szary wzrok nie jakiego Seweryna Salvera. Wreszcie, chcąc przerwać uczucie wywołane przez jego spojrzenie zapytałam:

- Jak myślisz, za co się najpierw zabierzemy? - moje pytanie przywróciło go do rzeczywistości; po chwili, jakby zastanawiał się na tym co powiedziałam, nie patrząc na tablicę odpowiedział.

- Trzeba wziąć tę probówkę, a później jej zawartość wlać do tej cieczy. - chociaż nie patrzył na stół, tylko ciągle na mnie, pokazywał ręką naczynia, o których mówił, nie wspominając, iż nie spojrzał na tablicę ani razu, więc skąd mógł wiedzieć, że to właśnie powinniśmy zrobić.

Jakim cudem, to wszystko wiesz, skoro nie popatrzyłeś na tablicę?

Zanim w ogóle się zorientowałam, powiedziałam to na głos. Jego twarz w dalszym ciągu była bez wyrazu, a oczy tak samo zimne jak przedtem.W tej chwili Laura i jej chłopak weszli do sali, po czym usiedli do swoich ławek z zniesmaczonymi minami, przewrotnie na nich spojrzałam i wróciłam wzrokiem do Seweryna.

- W takim razie sprawdź. – powiedział pewnym, lodowatym tonem. Podążyłam za jego poleceniem i znów spojrzałam na tablicę. Zobaczyłam schemat, co do czego wlać, ale coś tu nie pasowało.

Dlaczego schemat wygląda na niedokończony?

Chciałam już zadać to pytanie Sewerynowi, otworzyłam usta, ale on przemówił za mnie.

- Zastanawiasz się dlaczego schemat jest niedokończony, nieprawdaż? Ale ktoś tak samo jak ty to zauważył. Więc zaskoczenie, przeanalizowanie tekstu jeszcze raz i wreszcie nurtujące pytanie. - skończył swoją, jak dla mnie dość niezrozumiałą wypowiedź; byłam na tyle zajęta przypatrywaniu mu się i trawieniu tego, co powiedział, że nie zauważyłam, jak ktoś podniósł rękę. Nagle pani Latmore przemówiła swym ostrym głosem, niczym sztylet. 
- Proszę, jakie ważne pytanie chcesz zadać? – podskoczyłam na dźwięk jej głosu, odwróciłam wzrok od mojego kolegi z ławki, zauważyłam, że nauczycielka spojrzała Laurę, która odpowiedziała.
- Chyba pani coś zgubiła na tej tablicy, oczywiście oprócz miejsca, ponieważ ja nawet widzę, że to coś nie jest dokończone. - podczas tej wypowiedzi skrzyżowała ręce.
- Pani profesor dała nam zadanie, które jest oczywiste, jak widać tylko dla niektórych. Przecież to my mamy pomyśleć i dokończyć to doświadczenie, by wszystko miało sens, Lauro. Mam rację, pani profesor? - wyjaśniła Lidia.
Dziewczyna w pierwszej ławce nosiła czarne okulary, zawsze nosiła sweterki w kratkę (taka moda u kujonów), zawsze jej włosy są uczesane w kucyk; jedynym dobrym dodatkiem do jej fryzury są efektowne opaski. A spodnie... No cóż ona nie nosi spodni tylko spódnice w kolorze pasującym do sweterków. Dzisiaj jest ubrana w nieco inny strój, a mianowicie galowy. Na sobie miała białą koszulę z kołnierzem, zapinaną na czarne guziki, atramentową spódnicę, rajstopy na nogach, dopasowane do jej koloru skóry i czarne balerinki. Najbardziej spektakularna była czarna opaska z granatową różą w środku której była mała, biała cyrkonia.
- Tak, masz rację, ale pozostali uczniowie powinni odgadnąć to sami, a ty im to powiedziałaś; nie dziwię się, że są tacy tępi. Za karę masz skrócony czas o 10 minut. - odpowiedziała pani Latmore. Uczennica wzięła bezdźwięczny, głęboki oddech. Odwróciłam się znowu do mojego kolegi z ławki, aby odpowiedzieć na jego pytanie. 
- Kto to jest? – powiedział, patrząc w stronę dziewczyny przed chwilą ukaranej przez nauczycielkę.

- Na imię jej Lidia, taka kujonka klasy, zawsze musi mieć rację. Wiesz, to strasznie irytujące. – odpowiedziałam, posyłając mu lekki uśmiech.

- Dlaczego jest ubrana na galowo? - padło kolenie pytanie z ust Seweryna.

- Ponieważ jest przewodniczą klasy i dzisiaj ma zebranie parlamentu uczniowskiego. Nie tylko najlepsza w klasie, uwielbiana przez nauczycieli, ale też ambitna. – odrzekłam, ciągle patrząc na Seweryna. Przestał się wpatrywać w Lidię i spojrzał na mnie.

- Ulubienica wszystkich nauczycieli? - powiedział, specjalnie podkreślając słowo „wszystkich” oraz unosząc prawą brew, lecz tylko to się zmieniło w jego wyrazie twarzy. Zaśmiałam się krótko, patrząc mu w oczy.

- Wiem jak to wygląda. Pani Latmore jest nowa, więc za nią nie przepada, przez to Lidia jest jeszcze większą lizuską na jej lekcjach. - w jednej sekundzie przeszła mi taka myśl:

Spotkałam go dopiero dzisiaj, a już świetnie się dogadujemy. Czy to ma w ogóle sens?

Mój charakter jest dość specyficzny; jedną z moich wad jest to, że niełatwo nawiązuję przyjaźnie, wiem o tym doskonale. A jednak... zbliżyłam się do kogoś w ciągu godziny.
- Do końca lekcji zostało 25 minut, lepiej się streszczajcie! - ostry ton głosu pani Latmore przeciął powietrze. Gdy usłyszałam ile czasu zostało do końca lekcji, zrobiłam to, co powiedział Seweryn, po czym odwróciłam się do niego. Otworzyłam usta chcąc zadać pytanie, co mam zrobić dalej, ale on mnie uprzedził mówiąc:

- Następnie te dwie probówki zmieszamy razem oraz dodamy ich zawartość do tego naczynia. Później z tej menzurki odmierzam 10 ml tej cieczy. Jak chcesz możesz sprawdzić. – sytuacja się powtórzyła; nie patrząc na stół oraz tablicę, był przekonany, że to właśnie mamy zrobić. Usłyszawszy ostaniec zdanie zaczęłam czytać polecenia pani Latmore. Powoli przetwarzałam informacje, które w większości nie były jasne, lecz z odpowiedziami Seweryna, schemat układał się w jedną, wielką całość.

- To co powiedziałeś jest dobrze. - wymruczałam bardziej do siebie niż do Seweryna.
– Ale skąd ty to... - nie dokończyłam mojego pytania, ponieważ przerwał mi. Nie tracąc kontaktu wzrokowego zaczął uzupełniać swoją wypowiedź.

- Hej, nie zapominajmy o najtrudniejszej części. Powinnaś zadać pytanie jak uzupełnimy schemat. Uprzedzę Cię; musimy dodać trochę rtęci. Możesz sprawdzić jeśli chcesz. - powiedział lodowatym tonem.

- Nie muszę, wiem, że mówisz prawdę. - powiedziałam spokojnym głosem posyłając mu lekki uśmiech.

- Może ty zrobisz ostatni ruch, skoro mi ufasz.- mówiąc to podsunął mi probówkę z rtęcią. Dopiero po chwili dotarło do mnie prawdziwe znaczenia ostatnich słów.

Skoro mi ufasz... To znaczy, że jesteśmy tak jakby, przyjaciółmi?

Z zamyślenia wyrwał mnie kolega z ławki.

- Wszystko w porządku? Chyba się wyłączyłaś na chwilę.

- Tak, wszystko w porządku. - powiedziałam, po czym wzięłam probówkę i wlałam jej zawartość do mieszanki Seweryna. Z chwilą dodania rtęci, nastąpił wybuch, a dym unosił się nad naczyniem. Zwróciło to uwagę całej klasy oraz pani Latmore, która wstała i ściągnęła okulary z wrażenia, które tak jak się szybko pojawiło tak zniknęło. Pierwsza się odezwałam.

- Skończyliśmy, pani profesor.

Nauczycielka powoli podeszła do naszej ławki, popatrzyła uważnie, po czym odezwała się:

- Zaliczone, w tak krótkim czasie. - zawahała się podnosząc wzrok - Nie popełniliście żadnego błędu. Dostaliście oceny... celujące. – Ledwo wypowiedziała ostatnie zdanie, cała klasa gapiła się na nas tępym wzrokiem; gdyby wzrok zabijał to bym już nie żyła razem z Sewerynem, a niedoszła zabójczyni to Lidia. Zadzwonił dzwonek; na szczęście, bo nie pragnęłam takiej uwagi ze strony kolegów z klasy.

- No, gwiazdo lekcji chemii, zjesz ze mną lunch? - spytałam, pakując się; w duchu mówiłam „powiedz tak, proszę powiedz tak!”

- Czemu nie. - odpowiedział swoim głosem.

Tak, zgodził się!

Dobrze, że moja niepohamowana radość została w mojej głowie. Spokojnie kiwnęłam głową, po czym wyszłam z sali razem z Sewerynem. Zaczęliśmy iść w stronę stołówki, gdy on wyjął książkę; od razu rozpoznałam tytuł: „Królestwo złotych marzeń”. Delikatnie wzięłam ją od Seweryna mówiąc:

- Skąd masz tę książkę? Miałam podobną, być może gdzieś leży na strychu. - pogładziłam złoty tytuł książki swoimi palcami, a wszystkie rubinki ukryte w literach się mieniły. Mogłabym przysiąc, że się świeciły jak lampki.

Baterie w okładce? I co jeszcze, latające małpy oraz żywe cienie!?

Spojrzałam na niego, a jego wzrok był niezmienny, lecz prawa brew uniosła się wysoko do góry.

- Naprawdę, to bardzo stara książka nie myślałem, że ktoś w ogóle ją przeczytał. - powiedział, nie tracąc kontaktu wzrokowego.

- Wiem, że ktoś mi ją czytał jak byłam mała, poznaję po okładce. - posłałam lekki uśmiech w jego stronę, po czym otworzyłam na pierwszej stronie, zauważyłam, iż nie ma autora, ale też coś innego. - Czemu tu nie ma napisanego autora? I kto to jest Elenor? - spytałam, patrząc mu prosto w oczy.

- Widzisz ten napis? - gdy popatrzyłam się na Seweryna, zobaczyłam w jego oczach przerażenie.

To on się czegoś boi?

- Tak, przed chwilką go przeczytałam. Wszystko w porządku? - powiedziałam, patrząc na niego z nutą niepokoju.

- To jesteś ty, to ty – ledwie wyszeptał, ale to usłyszałam.

- O co Ci cho... - przerwał mi mówiąc

- Ja już muszę iść! - powiedział i pobiegł w przeciwną stronę do stołówki. Zawołałam za nim:

- A twoja książka? - nie uzyskałam odpowiedzi, ponieważ Seweryn zniknął za rogiem.

A myślałam, że się z nim umówię...

Przewróciłam na następną stronę, na niej był obrazek łudząco przypominający naszą szkołę. Na stronie obok znajdował się tytuł pierwszego rozdziału: "Wejście". W prawym górnym rogu znajdowała się dźwignia, a pod napisem "Wejście" mosiężne drzwi z kołatką w kształcie kota.

Ta książka wcale nie jest dziwna...

Zamknęłam ją, w mojej głowie pojawiły się słowa Seweryna: To jesteś ty, to ty.

Nie to nie może się tak skończyć! W końcu go lubię, a on lubi mnie, przynajmniej tak sądzę.

Nie myśląc więcej ruszyłam w ślad za nim, biegłam przez korytarze, aż dotarłam do nieznanej mi części szkoły.

Zaraz... przecież niedaleko jest ten schowek na szczotki! Tam wcześniej go widziałam.

Natychmiast wybiłam sobie ten idiotyczny pomysł z głowy.

Hej, ogarnij się Anka, tam nic nie ma. Byłaś tam ostatnio i zaliczyłaś tylko glebę.

Moją bitwę w myślach przerwał hałas, podążyłam za nim, znalazłam się przy bocznym korytarzu, tym samym co przedtem.

A co mi szkodzi sprawdzić ten drugi raz?

Weszłam do ciemnego korytarza, im głębiej szłam tym moja widoczność malała. W końcu dotarłam do drzwi z napisem: "schowek na szczotki". Otworzyłam skrzypiące drzwi, nikogo nie było w pomieszczeniu. Poczułam, jakby coś się kręciło nad moją głową. Popatrzyłam w górę i złapałam za to coś oraz pociągnęłam; okazało się to być sznurkiem od lampki. Zapaliłam lampę; oświetliła brudny schowek na szczotki. Nagle jeden kij wśród szczotek wydał mi się znajomy. Otworzyłam książkę na stronie piątej, uważnie przyjrzałam się obrazkowi.
To przecież niemożliwe! Wygląda dokładnie tak samo...Przewróciłam stronę i mój palec sunął po linijkach, aż natrafił na następujący fragment: [...] Przyjrzała się dźwigni z lekkim niepokojem, ale zebrawszy w sobie odwagę pociągnęła ją w dół. Cegły zaczęły się rozsuwać na boki, a przed nią ukazały się drzwi [...]
Hej to pewnie przypadek... Pociągnę za ten "kijek" i nic a nic się nie stanie.
Jak pomyślałam tak zrobiłam, pociągnęłam za "dźwignię".










Od teraz co dwa tygodnie, w niedziele będę dodawać nowe rozdziały. Jak podobało się wam opowiadanie, a jak koniec? Napiszcie w komentarzach. Następny rozdział prawdopodobnie pojawi się 11.05.2014r.

By
Darknessi



środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział II - Ten nowy cz. 2

 

 Rozdział II – Ten nowy cz. 2

Upadłam z łoskotem na brudną podłogę, ból przeszył moją kostkę.


- Ał! - syknęłam masując poszkodowaną stopę. Moja ręka zaczęła wędrować, żeby znaleźć rzecz winną mojego upadku. Po chwili natknęła się na jakiś kij, potem sunęła dalej i poczułam szczotkę.


- Co!? Potknęłam się o jakąś miotłę! - krzyknęłam oburzona, mówiąc to powoli wstałam otrzepując się z brudu. „To przecież schowek na szczotki, więc bardzo prawdopodobne, że znajduje sie tu dużo mioteł i jest bardzo brudno” - przyznałam w swoich myślach. Nagle zadzwonił szkolny dzwonek, który wskazywał, że już zaczęła się lekcja.


To już koniec przerwy? Ahhh, straciłam całą przerwę na jakieś głupoty. Na dodatek ma teraz lekcje ze zmorą szkoły. Cudownie!”– pomyślałam, złoszcząc się na samą siebie. Pobiegłam szybko do zachodniego skrzydła. Weszłam do sali gdy dopiero wszyscy się schodzili. Usiadłam pośpiesznie do swojej trzeciej ławki przy oknie i wypakowałam chemię. Wtedy weszła nauczycielka. Pani Latmore to niezbyt miła osóbka, uczy chemii. Jest wredna, bardzo wredna. Najwyraźniej najbardziej lubi krzyczeć na naszą klasę, nie wiadomo dlaczego. Dołączyła do kręgu nauczycieli niedawno, jakieś trzy miesiące temu, ale już się zadomowiła. W jej klasie ściany są pomalowane na odcień fioletowy, a podłoga wykonana z ciemnego drewna. Jej biurko tak jak inne ławki i krzesła jest stare, a w kątach pajęczyny. Sala od chemii jest bardzo ponura oraz nieuporządkowana, ponieważ nauczycielka chemii dostała to  pomieszczenie, które nie było używane od 16 lat, tak przynajmniej mówią plotki. Poza tym powstała legenda na ten temat. Dawno temu, szkoła była udręką dla wszystkich uczniów {jak teraz}, lecz nauczyciele lubili swoją pracę, lubili przebywać z dziećmi. Tylko jedna ucząca nie podzielała tego zdania, Profesor Morgrud. Była to osoba, która uwielbiała „dręczyć” uczniów, nikt jej nie lubił. Pewnego dnia wybuchł pożar i profesorka zginęła. Zapoczątkował się w jej sali od chemii. Uczeń, który najbardziej ze wszystkich nie lubił nauczycielki odwrócił się do kolegi zostawiając włączony ogień. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby ogień zajął ławkę, potem krzesło, a wreszcie zasłonę. Profesor chciała wyjść z płonącego pomieszczenia, ale ławka spadła na jej nogę i nie mogła się podnieść. Ostatni wychodzący uczeń spojrzał na nią uśmiechając się i wyszedł zamykając drzwi. Właśnie ten chłopiec wszczął pożar. Wtedy serce Pani Morgrud stało się zimne jak sopel lodu. Żadne uczucia, które dawały ciepło nie zostawały przyjęte, więc Profesor nie czuła nic poza chłodem. Mówią, że powstanie i zemści się na szkole oraz na przodku chłopca, który zostawił ją na śmierć. Ta historia była znana wszystkim w szkole, a więc nikt nie chciał sprzątać tej sali ani w niej przebywać, uważając iż to obudzi złego ducha. Tylko Pani Latmore przyjęła to pomieszczenie jako swoją klasę, tylko ona jedna się odważyła tam usiąść oraz prowadzić lekcje. Nikt w to nie wierzy, ale także nikt nie przepadał tam przebywać.


Pani Latmore usiadła do biurka i otworzyła dziennik, po chwili w drzwiach ukazał się nowy chłopak, Seweryn.


- Yhm – odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę nauczycielki. Ona zaś wstała i popatrzyła na niego zadając jednocześnie pytanie.


- To Ty jesteś nowy uczniem w gimnazjum? Jak się nazywasz? - spytała pani Latmore swoim zwyczajnym, ostrym tonem.


- Tak, mam na imię Seweryn Salver. – odpowiedział gimnazjalista.


- Możesz zająć jedyne wolne miejsce, koło panny Clark.– rzekła nauczycielka wskazując wolne miejsce obok mnie. Rozejrzałam się po sali, by zobaczyć czy nie ma innego wolnego miejsca, jednak nie było. Niestety, Seweryn w klasie pani Benett siedział sam, ponieważ tam jest jedna ławka więcej. A tutaj liczba ławek nie była nadprogramowa, zatem musiał usiąść ze mną. Przed samą ławką zatrzymał się i usiadł ostrożnie. Alice spojrzała na mnie pytająco, widząc moje poszukiwanie innego wolnego miejsca. Alice, moja najlepsza przyjaciółka od dzieciństwa, która jest jedyna w swym rodzaju. Ma smukłą sylwetkę oraz lekko brązowy kolor karnacji. Proste, ciemnobrązowe włosy są do ramion, a grzywka zwana potocznie „garnek” opada na wysokie czoło. Na jej twarzy znajduje się zgrabny nosek, różane usta oraz ciemnobrązowe, ciepłe oczy. Moda jest u niej mocną stroną, zazwyczaj ma na sobie modne ciuchy i dużo akcesoriów. Dziś była ubrana w luźny, jasnobrązowy sweter, a pod spodem miała białą koszulkę, na długich, zgrabnych nogach były ciemnoniebieskie dżinsy. Na stopy włożyła brązowe balerinki. Na ręce nosiła czarny sznurek, na którym znajdowała się stal chirurgiczna z grawerunkiem: „Alice”. Posiadała także złoty naszyjnik z pięknym sercem oraz długie, również złote kolczyki. Alice Carter siedziała wraz z moim przyjacielem Mikiem Walkerem. Mike to chłopiec, który jest inteligenty, ale tego nie pokazuje, woli udawać śmiesznego głupka. On twierdzi, że bycie mądrym to hańba dla reputacji wśród szkolnych kolegów. Jego opinia wśród rówieśników jest bardzo dobra, taki „szkolny błazen”, lecz jeśli chodzi o nauczycielki to nie jest już tak kolorowo... Ma krótkie, brązowe włosy i zawsze roześmiane, zielone oczy. Jego cera jest blada; jest dobrze zbudowany. Na jego twarzy znajduje się troszeczkę większy nos niż powinien oraz duże, lekko różowe usta. Ubierał się zgodnie ze swoją modą, zatem codziennie nosi śmieszne i głupie koszulki. Dziś miał na sobie zieloną koszulkę z obrazkiem białego w brązowe łatki kota w masce przeciwgazowej oraz trzymający w łapce tabliczkę ostrzegawczą z napisem „Love is in the air”, w tle kilka dużych, czerwonych serca. Ubrał do tego jasnoniebieskie dżinsy i czarne trampki.


- Proszę zapisać temat lekcji „Tablica Mendelejewa - powtórzenie” i datę na marginesie. - powiedziała  swoim zwykłym, zimnym głosem nauczycielka. Po czym rozpisywała coś bardzo skrupulatnie i obszernie na tablicy. Gdy skończyłam pisać temat, uniosłam głowę, ujrzałam już dwie tablice prawie całe zapisane. „Jakim cudem ta kobieta tak szybko pisze? I co zajmuje jej tyle miejsca? - zadawałam  sobie pytania. Nagle coś zaszeleściło, odwróciłam głowę w kierunku źródła dźwięku. Zobaczyłam rozbawionego chłopka trzymającego kartkę w dłoniach, a widniał na niej napis: „Hej Aniu, tak długo parzysz się na panią Latmore, że zaczynam się obawiać, iż oczy Ci wypłyną od nadmiaru brzydoty, więc popatrz na mnie to Ci na pewno przejdzie!”. Uśmiechnęłam się lekko, rzucając rozbawione spojrzenie w kierunku kartki. „Zapewne Mike spostrzegł mój patrzący z przerażeniem wzrok kierowany na całą, zapełnioną w ciągu kilku minut tablicę i próbował mnie rozśmieszyć.” Natychmiast zabrałam się do pisania widząc, że nauczycielka zaraz zmaże tablicę, by ją ponownie zapisać. Po chwili usłyszałam brzęczenie w kieszonce od plecaka, zrzuciłam długopis z ławki, po czym sama zanurkowałam pod nią i wyciągnęłam mały, mieszczący się w dłoni czarny telefon. Gdy tylko odblokowałam go, od razu wyskoczyła wiadomość SMS „ On się cały czas na Ciebie GAPI! :D” - od Alice. Prawie niewidoczny uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Odłożyłam smartfon na jego miejsce, a sama także wróciłam na swoje miejsce na krześle, próbując nie przyglądać się chłopakowi obok, odwróciłam się w kierunku ławki Alice i posłałam jej wzrok, mówiący: „Dalej się na mnie patrzy?”, po czym Alice odpowiedziała szerokim uśmiechem, co było oczywiste.


- Hej, nie przedstawiłam się jeszcze, mam na imię Ania. - powiedziałam, zwracając twarz w jego kierunku.


- Seweryn – przedstawił się bezbarwnym głosem. Uważnie przyjrzałam się jego twarzy; była bez wyrazu, a w szarych oczach znajdował się tylko chłód.


- A teraz wykonamy małe doświadczenie, które zrobicie z waszym ławkowym sąsiadem. - powiedziała donośnym tonem nauczycielka i zaczęła pisać na tablicy szczegółowe wykonanie zadanego nam ćwiczenia. Nagle przerwała pisanie, gwałtownie odwróciła się w stronę środkowego rzędu, a jej wzrok powędrował do ostatniej ławki, gdzie siedział sportowiec o imieniu Alex Brawn i jego dziewczyna Laura Ivans, szkolna diwa. Rozmawiali ze sobą, nie zdając sobie sprawy, iż na lekcji chemii pani Latmore nigdy, ale to przenigdy się nie gada. Oburzona nauczycielka przemówiła.


- Widzę, że brak wam szacunku do mojej osoby. Myślę, że jak już rozmawiacie to oznacza, że macie zrobione doświadczenie.


Spojrzałam w ich stronę, po czym uśmiechnęłam się, Alice i Mike podążyli za moim przykładem. Właściwie w szkole najbardziej popularni są Laura i Alex, ale przez to jak się zachowują, nie wszyscy ich lubią. Większość z mojej klasy nienawidzi szkolnej czołówki ludzi popularnych, w której znajdowali się właśnie oni. Laura zawsze nosiła wysokie obcasy, krótkie spódniczki, wyzywające dekolty, a paznokcie z tipsami, pomalowane każdego dnia na inny kolor i prostowane włosy zaliczały się do codziennego ubioru. Natomiast ubiór Alexa zawierał bejsbolówkę z czarnym kotem (znakiem naszej szkoły), trampki i dżinsy.


- Jak mieliśmy wykonać doświadczenie, skoro nic nie jest opisane na tablicy? Nie żeby nam się chciało, ale wciąż brak potrzebnych informacji. – pyskowała Laura, która umiała się wymigać od zadań domowych i innymi tym podobnych.


- Rozmawiacie na mojej lekcji, chociaż nie macie zadanego zadania, pyskujcie. Widzę, że spacer do dyrektorki dobrze wam zrobi! - jej głośny, zbulwersowany głos odbijał się echem po całej sali. Laura, która nie wiedziała co odpowiedzieć szturchnęła chłopaka obok, a on niespodziewanie opadł na ławkę. Stało się jasne, iż usnął podczas lekcji z otwartymi oczami. Na twarzy dziewczyny malowało się zaskoczenie i wściekłość; cały czas mówiła o wszystkich ważnych sprawach, a jej chłopak zwyczajnie zasnął.


- Dostarczyliście mi wystarczająco powodów, by opuścić tę klasę 
i zgłosić się do dyrektorki – warknęła na dwójkę uczniów, jej ton obudził Alexa, który był zdezorientowany całym zamieszaniem wokół niego. Laura wreszcie poddała się, ciągnąc swojego chłopaka, wyszła z klasy. Natomiast Pani Latmore zwróciła się do pozostałych uczniów.


- Kto wie kto i kiedy wynalazł pierwiastek „Rad”? - rozejrzała się po klasie, wypatrując ręki w górze, lecz po trzech minutach straciła cierpliwość i sama wyznaczyła ochotnika.


- Panie Salver, proszę odpowiedzieć na moje pytanie.


- „Rad” został wynaleziony w 1898 roku przez Marię Skłodowską-Curie. – odpowiedział spokojnym tonem chłopak.


- Poprawna odpowiedź. Wymień jego właściwości.


- Czysty rad jest miękkim, srebrzystym i lśniącym metalem. Posiada silne właściwości promieniotwórcze, dlatego nie jest stosowany. Reaguje gwałtownie z wodą, słabo z tlenem atmosferycznym.


- Dobrze. Nareszcie ta klasa zyskała ucznia znającego podstawy. Teraz zajmijmy się doświadczeniem. – oznajmiła nauczycielka, znowu podeszła do tablicy, kończąc pisanie szczegółów wykonania zadania.


- Dziękuję w imieniu całej klasy, gdyby nie Ty, to w tej chwili pisalibyśmy kartkówkę.- powiedziałam.


- To nic wielkiego, pytała się o proste rzeczy. - odpowiedział Seweryn.


- Proszę przystąpić do pracy, macie czas do końca lekcji – oznajmiła pani Latmore i usiadła do biurka, sprawdzając kartkówki innych klas. Uważnie czytałam co znajdowało się na tablicy, na której podane były wszystkie kroki dotyczące doświadczenia.








Przepraszam za opóźnienie w postaci tygodnia, ale akurat wszystkie nauczycielki uwzięły się i zaczęły robić pod rząd sprawdziany :(. Mam nadzieje, że ten rozdział podobał się wam równie tak samo jak poprzedni, a może nawet bardziej. Następny rozdział prawdopodobnie pojawi się za tydzień lub dwa. W nim będzie więcej akcji.
 By
Darknessi