Opowiadanie by Darknessi

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział III - "Królestwo Złotych Marzeń"



Rozdział III - "Królestwo Złotych Marzeń"


Zaczęłam czytać tekst znajdujący się na tablicy, zrozumieć go, niestety coś mnie dekoncentrowało. A to coś to zimny, szary wzrok nie jakiego Seweryna Salvera. Wreszcie, chcąc przerwać uczucie wywołane przez jego spojrzenie zapytałam:

- Jak myślisz, za co się najpierw zabierzemy? - moje pytanie przywróciło go do rzeczywistości; po chwili, jakby zastanawiał się na tym co powiedziałam, nie patrząc na tablicę odpowiedział.

- Trzeba wziąć tę probówkę, a później jej zawartość wlać do tej cieczy. - chociaż nie patrzył na stół, tylko ciągle na mnie, pokazywał ręką naczynia, o których mówił, nie wspominając, iż nie spojrzał na tablicę ani razu, więc skąd mógł wiedzieć, że to właśnie powinniśmy zrobić.

Jakim cudem, to wszystko wiesz, skoro nie popatrzyłeś na tablicę?

Zanim w ogóle się zorientowałam, powiedziałam to na głos. Jego twarz w dalszym ciągu była bez wyrazu, a oczy tak samo zimne jak przedtem.W tej chwili Laura i jej chłopak weszli do sali, po czym usiedli do swoich ławek z zniesmaczonymi minami, przewrotnie na nich spojrzałam i wróciłam wzrokiem do Seweryna.

- W takim razie sprawdź. – powiedział pewnym, lodowatym tonem. Podążyłam za jego poleceniem i znów spojrzałam na tablicę. Zobaczyłam schemat, co do czego wlać, ale coś tu nie pasowało.

Dlaczego schemat wygląda na niedokończony?

Chciałam już zadać to pytanie Sewerynowi, otworzyłam usta, ale on przemówił za mnie.

- Zastanawiasz się dlaczego schemat jest niedokończony, nieprawdaż? Ale ktoś tak samo jak ty to zauważył. Więc zaskoczenie, przeanalizowanie tekstu jeszcze raz i wreszcie nurtujące pytanie. - skończył swoją, jak dla mnie dość niezrozumiałą wypowiedź; byłam na tyle zajęta przypatrywaniu mu się i trawieniu tego, co powiedział, że nie zauważyłam, jak ktoś podniósł rękę. Nagle pani Latmore przemówiła swym ostrym głosem, niczym sztylet. 
- Proszę, jakie ważne pytanie chcesz zadać? – podskoczyłam na dźwięk jej głosu, odwróciłam wzrok od mojego kolegi z ławki, zauważyłam, że nauczycielka spojrzała Laurę, która odpowiedziała.
- Chyba pani coś zgubiła na tej tablicy, oczywiście oprócz miejsca, ponieważ ja nawet widzę, że to coś nie jest dokończone. - podczas tej wypowiedzi skrzyżowała ręce.
- Pani profesor dała nam zadanie, które jest oczywiste, jak widać tylko dla niektórych. Przecież to my mamy pomyśleć i dokończyć to doświadczenie, by wszystko miało sens, Lauro. Mam rację, pani profesor? - wyjaśniła Lidia.
Dziewczyna w pierwszej ławce nosiła czarne okulary, zawsze nosiła sweterki w kratkę (taka moda u kujonów), zawsze jej włosy są uczesane w kucyk; jedynym dobrym dodatkiem do jej fryzury są efektowne opaski. A spodnie... No cóż ona nie nosi spodni tylko spódnice w kolorze pasującym do sweterków. Dzisiaj jest ubrana w nieco inny strój, a mianowicie galowy. Na sobie miała białą koszulę z kołnierzem, zapinaną na czarne guziki, atramentową spódnicę, rajstopy na nogach, dopasowane do jej koloru skóry i czarne balerinki. Najbardziej spektakularna była czarna opaska z granatową różą w środku której była mała, biała cyrkonia.
- Tak, masz rację, ale pozostali uczniowie powinni odgadnąć to sami, a ty im to powiedziałaś; nie dziwię się, że są tacy tępi. Za karę masz skrócony czas o 10 minut. - odpowiedziała pani Latmore. Uczennica wzięła bezdźwięczny, głęboki oddech. Odwróciłam się znowu do mojego kolegi z ławki, aby odpowiedzieć na jego pytanie. 
- Kto to jest? – powiedział, patrząc w stronę dziewczyny przed chwilą ukaranej przez nauczycielkę.

- Na imię jej Lidia, taka kujonka klasy, zawsze musi mieć rację. Wiesz, to strasznie irytujące. – odpowiedziałam, posyłając mu lekki uśmiech.

- Dlaczego jest ubrana na galowo? - padło kolenie pytanie z ust Seweryna.

- Ponieważ jest przewodniczą klasy i dzisiaj ma zebranie parlamentu uczniowskiego. Nie tylko najlepsza w klasie, uwielbiana przez nauczycieli, ale też ambitna. – odrzekłam, ciągle patrząc na Seweryna. Przestał się wpatrywać w Lidię i spojrzał na mnie.

- Ulubienica wszystkich nauczycieli? - powiedział, specjalnie podkreślając słowo „wszystkich” oraz unosząc prawą brew, lecz tylko to się zmieniło w jego wyrazie twarzy. Zaśmiałam się krótko, patrząc mu w oczy.

- Wiem jak to wygląda. Pani Latmore jest nowa, więc za nią nie przepada, przez to Lidia jest jeszcze większą lizuską na jej lekcjach. - w jednej sekundzie przeszła mi taka myśl:

Spotkałam go dopiero dzisiaj, a już świetnie się dogadujemy. Czy to ma w ogóle sens?

Mój charakter jest dość specyficzny; jedną z moich wad jest to, że niełatwo nawiązuję przyjaźnie, wiem o tym doskonale. A jednak... zbliżyłam się do kogoś w ciągu godziny.
- Do końca lekcji zostało 25 minut, lepiej się streszczajcie! - ostry ton głosu pani Latmore przeciął powietrze. Gdy usłyszałam ile czasu zostało do końca lekcji, zrobiłam to, co powiedział Seweryn, po czym odwróciłam się do niego. Otworzyłam usta chcąc zadać pytanie, co mam zrobić dalej, ale on mnie uprzedził mówiąc:

- Następnie te dwie probówki zmieszamy razem oraz dodamy ich zawartość do tego naczynia. Później z tej menzurki odmierzam 10 ml tej cieczy. Jak chcesz możesz sprawdzić. – sytuacja się powtórzyła; nie patrząc na stół oraz tablicę, był przekonany, że to właśnie mamy zrobić. Usłyszawszy ostaniec zdanie zaczęłam czytać polecenia pani Latmore. Powoli przetwarzałam informacje, które w większości nie były jasne, lecz z odpowiedziami Seweryna, schemat układał się w jedną, wielką całość.

- To co powiedziałeś jest dobrze. - wymruczałam bardziej do siebie niż do Seweryna.
– Ale skąd ty to... - nie dokończyłam mojego pytania, ponieważ przerwał mi. Nie tracąc kontaktu wzrokowego zaczął uzupełniać swoją wypowiedź.

- Hej, nie zapominajmy o najtrudniejszej części. Powinnaś zadać pytanie jak uzupełnimy schemat. Uprzedzę Cię; musimy dodać trochę rtęci. Możesz sprawdzić jeśli chcesz. - powiedział lodowatym tonem.

- Nie muszę, wiem, że mówisz prawdę. - powiedziałam spokojnym głosem posyłając mu lekki uśmiech.

- Może ty zrobisz ostatni ruch, skoro mi ufasz.- mówiąc to podsunął mi probówkę z rtęcią. Dopiero po chwili dotarło do mnie prawdziwe znaczenia ostatnich słów.

Skoro mi ufasz... To znaczy, że jesteśmy tak jakby, przyjaciółmi?

Z zamyślenia wyrwał mnie kolega z ławki.

- Wszystko w porządku? Chyba się wyłączyłaś na chwilę.

- Tak, wszystko w porządku. - powiedziałam, po czym wzięłam probówkę i wlałam jej zawartość do mieszanki Seweryna. Z chwilą dodania rtęci, nastąpił wybuch, a dym unosił się nad naczyniem. Zwróciło to uwagę całej klasy oraz pani Latmore, która wstała i ściągnęła okulary z wrażenia, które tak jak się szybko pojawiło tak zniknęło. Pierwsza się odezwałam.

- Skończyliśmy, pani profesor.

Nauczycielka powoli podeszła do naszej ławki, popatrzyła uważnie, po czym odezwała się:

- Zaliczone, w tak krótkim czasie. - zawahała się podnosząc wzrok - Nie popełniliście żadnego błędu. Dostaliście oceny... celujące. – Ledwo wypowiedziała ostatnie zdanie, cała klasa gapiła się na nas tępym wzrokiem; gdyby wzrok zabijał to bym już nie żyła razem z Sewerynem, a niedoszła zabójczyni to Lidia. Zadzwonił dzwonek; na szczęście, bo nie pragnęłam takiej uwagi ze strony kolegów z klasy.

- No, gwiazdo lekcji chemii, zjesz ze mną lunch? - spytałam, pakując się; w duchu mówiłam „powiedz tak, proszę powiedz tak!”

- Czemu nie. - odpowiedział swoim głosem.

Tak, zgodził się!

Dobrze, że moja niepohamowana radość została w mojej głowie. Spokojnie kiwnęłam głową, po czym wyszłam z sali razem z Sewerynem. Zaczęliśmy iść w stronę stołówki, gdy on wyjął książkę; od razu rozpoznałam tytuł: „Królestwo złotych marzeń”. Delikatnie wzięłam ją od Seweryna mówiąc:

- Skąd masz tę książkę? Miałam podobną, być może gdzieś leży na strychu. - pogładziłam złoty tytuł książki swoimi palcami, a wszystkie rubinki ukryte w literach się mieniły. Mogłabym przysiąc, że się świeciły jak lampki.

Baterie w okładce? I co jeszcze, latające małpy oraz żywe cienie!?

Spojrzałam na niego, a jego wzrok był niezmienny, lecz prawa brew uniosła się wysoko do góry.

- Naprawdę, to bardzo stara książka nie myślałem, że ktoś w ogóle ją przeczytał. - powiedział, nie tracąc kontaktu wzrokowego.

- Wiem, że ktoś mi ją czytał jak byłam mała, poznaję po okładce. - posłałam lekki uśmiech w jego stronę, po czym otworzyłam na pierwszej stronie, zauważyłam, iż nie ma autora, ale też coś innego. - Czemu tu nie ma napisanego autora? I kto to jest Elenor? - spytałam, patrząc mu prosto w oczy.

- Widzisz ten napis? - gdy popatrzyłam się na Seweryna, zobaczyłam w jego oczach przerażenie.

To on się czegoś boi?

- Tak, przed chwilką go przeczytałam. Wszystko w porządku? - powiedziałam, patrząc na niego z nutą niepokoju.

- To jesteś ty, to ty – ledwie wyszeptał, ale to usłyszałam.

- O co Ci cho... - przerwał mi mówiąc

- Ja już muszę iść! - powiedział i pobiegł w przeciwną stronę do stołówki. Zawołałam za nim:

- A twoja książka? - nie uzyskałam odpowiedzi, ponieważ Seweryn zniknął za rogiem.

A myślałam, że się z nim umówię...

Przewróciłam na następną stronę, na niej był obrazek łudząco przypominający naszą szkołę. Na stronie obok znajdował się tytuł pierwszego rozdziału: "Wejście". W prawym górnym rogu znajdowała się dźwignia, a pod napisem "Wejście" mosiężne drzwi z kołatką w kształcie kota.

Ta książka wcale nie jest dziwna...

Zamknęłam ją, w mojej głowie pojawiły się słowa Seweryna: To jesteś ty, to ty.

Nie to nie może się tak skończyć! W końcu go lubię, a on lubi mnie, przynajmniej tak sądzę.

Nie myśląc więcej ruszyłam w ślad za nim, biegłam przez korytarze, aż dotarłam do nieznanej mi części szkoły.

Zaraz... przecież niedaleko jest ten schowek na szczotki! Tam wcześniej go widziałam.

Natychmiast wybiłam sobie ten idiotyczny pomysł z głowy.

Hej, ogarnij się Anka, tam nic nie ma. Byłaś tam ostatnio i zaliczyłaś tylko glebę.

Moją bitwę w myślach przerwał hałas, podążyłam za nim, znalazłam się przy bocznym korytarzu, tym samym co przedtem.

A co mi szkodzi sprawdzić ten drugi raz?

Weszłam do ciemnego korytarza, im głębiej szłam tym moja widoczność malała. W końcu dotarłam do drzwi z napisem: "schowek na szczotki". Otworzyłam skrzypiące drzwi, nikogo nie było w pomieszczeniu. Poczułam, jakby coś się kręciło nad moją głową. Popatrzyłam w górę i złapałam za to coś oraz pociągnęłam; okazało się to być sznurkiem od lampki. Zapaliłam lampę; oświetliła brudny schowek na szczotki. Nagle jeden kij wśród szczotek wydał mi się znajomy. Otworzyłam książkę na stronie piątej, uważnie przyjrzałam się obrazkowi.
To przecież niemożliwe! Wygląda dokładnie tak samo...Przewróciłam stronę i mój palec sunął po linijkach, aż natrafił na następujący fragment: [...] Przyjrzała się dźwigni z lekkim niepokojem, ale zebrawszy w sobie odwagę pociągnęła ją w dół. Cegły zaczęły się rozsuwać na boki, a przed nią ukazały się drzwi [...]
Hej to pewnie przypadek... Pociągnę za ten "kijek" i nic a nic się nie stanie.
Jak pomyślałam tak zrobiłam, pociągnęłam za "dźwignię".










Od teraz co dwa tygodnie, w niedziele będę dodawać nowe rozdziały. Jak podobało się wam opowiadanie, a jak koniec? Napiszcie w komentarzach. Następny rozdział prawdopodobnie pojawi się 11.05.2014r.

By
Darknessi



5 komentarzy:

  1. 2 tygodnie to za długo ! ! !

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie jest urocze, a końcówka intrygująca. Czekam na więcej. I dwa tygodnie to wcale nie jest długo - na niektóre aktualizacje opowiadań trzeba czekać dwa miesiące.
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Shezza

    OdpowiedzUsuń
  3. super opko, nie moge sie doczekac next parta !

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, iż mojego bloga oglądają dwie osoby więcej. Następny rozdział będzie opóźniony :( Zbliża się koniec szkoły, a nauczycielki zamiast odpuścić to dają więcej jeszcze nauki. Sprawdziany zaczęły się sypać, całe dwa tygodnie zawalone... W tym dniu dopiero przystępuje do pisania, dopiero weszłam na bloga od ostatnich dni, by w końcu wam odpisać. Jaka ja biedna! xD Postaram się wyrobić do tej niedzieli. Mam nadzieje, że to opóźnienie was nie zniechęci do dalszego czytania.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Spoko, poczekamy. W końcu na najlepsze rzeczy trzeba trochę poczekać :)

    OdpowiedzUsuń